Radosław Keler przywiózł ze sobą z Wrocławia 4 pokaźne rzeźby z kruszców różnych. Rzeźby z trudem ze względu na wagę i gabaryty zostały wtargane na teren galerii. O mały włos nie straciliśmy jednej. Jak to ktoś trafnie zauważył w trakcie przygotowań, ilościowo to my nie mamy czym szastać, więc lepiej z tą sztuką ostrożnie. Mowa otwierająca wernisaż przypadła tradycyjnie w udziale Darii, która pomimo tremy dość dobrze sobie w sytuacjach publicznych radzi. Dodatkowo, na czwartkowym dyżurze podczas przygotowania przemowy, ku niezadowoleniu Darii, dyskusja potoczyła się w kierunku ambitnym i twórczym, a dokładniej rzecz nazywając dziennikarskim. W rezultacie bardzo produktywnej burzy mózgów stworzyłyśmy serię pytań wnikliwych do naszego artysty rzeźbiarza tworząc schemat wywiadu, który Daria przeprowadziła osobiście, co stwierdzam z nieukrywaną dumą, w bardzo profesjonalny sposób w dniu wernisażu. Jak tylko uda się sterroryzować Darię w te upalne lipcowe dni na tyle, aby zajęła się opracowaniem materiału, opublikuję wywiad w kolejnym wpisie.
Gości na wernisażu zebrało się jak zwykle tłumnie, bo zarówno zespół projektu jak i nasi młodzi dbają bardzo, aby zaproszenie dotarło do wszystkich ważnych dla nas osób i instytucji. Atmosfera krótko mówiąc przyjemna, uroczysta i życzliwa. Szkoda tylko, że media tym razem nas nie odwiedziły, ale damy im szansę przy kolejnej wystawie. Klaudia dzielnie obstawiała stoisko z napojami i zimnymi przekąskami, Daria wprawnie przeprowadziła otwarcie wernisażu, tylko prawie niezawodny Damian co chwila zerkał na zegarek, bo jego życie wakacyjne zostało przez obowiązki galeryjne znacząco zaburzone. Ale ponieważ prawie niezawodny Damian prawie nigdy nie zawodzi, został z nami do końca i pomógł zamknąć wydarzenie.
Bardzo się cieszę, że kolejny wernisaż przebiegł bez zakłóceń i na odpowiednim poziomie. Cieszę się, że Ci, którzy zostali, spisali się bez zarzutu i cieszę się, że nasza młodzież ciągle jeszcze odbiera ode mnie telefony ;)
L.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz